Pan Czytelnik
czwartek, 25 styczeń, 2007
W artykule, który zrobił się już tak sławny, że aż wymiotny jest takie zdanie (a właściwie trzy zdania):
Dla premiera to mniej więcej środek dnia, który zakończy się dwie – trzy godziny po północy. Czeka go jeszcze lektura wieczornych raportów dziennych, kilka spotkań i potwierdzenie harmonogramu na jutro. Na sam koniec, już w domu, lektura dokumentów lub książki.
Lektura książki! Akurat! Człowiek, który nie potrafi się gramtycznie wysłowić i popełnia błędy ortograficzne, pozuje na takiego intelektualistę. Już go widzę. Wieczorami na pewno brandzluje pilotem po kanałach i czochra swoje orzeszki.
A poza tym bardzo mi się podoba określenie wieczorny raport dzienny – powinno być wieczorny raport ranny albo nocny raport dzienny, czy jakoś tak.




