Muszę pochwalić się moim dzieckiem. Moja kochana córeczka Olgita potrafiła się zachować w wyjątkowej sytuacji.

Wczoraj pan Bundespräsident Köhler wizytował jej szkołę. Dzieci w mundurkach szkolnych tworzyły szpaler, którym prezydent wchodził do szkoły. Kiedy mijał moje dziecko, Olga zawołała – “Panie prezydencie!”. Pan prezydent zatrzymał się i porozmawiał z nią chwilę. Powiedziała mu (najczystszym niemieckim), że jej babcia tańczyła z prezydentem Polski, a teraz ona chciałaby porozmawiać z prezydentem Niemiec, i że jest Polką i mieszka w Niemczech. “Jak ci się żyje w Niemczech? ” – spytał prezydent. “Jak u pana boga za piecem”. Tak mu powiedziała. Dodała jeszcze, że pozdrawia go w imieniu swojej rodziny.
Tak oto moje dziecko w przeciwieństwie do polskiego rządu i prezydenta zadbało o poprawę stosunków polsko-niemieckich. Jestem naprawdę z niej dumny, z paru powodów, po pierwsze, że nie przyniosła wstydu rodzinie, Polsce, szkole, że wiedziała, co powiedzieć do pana prezydenta. Że w przeciwieństwie do pani minister Fotygi powiedziała coś pozytywnego o Niemczech, że nie wszyscy jesteśmy bandą zawistnych frustratów.
I niech nikt nie myśli, że jest to wyraz lizusostwa, czy totalnego zniemczenia naszego dziecka. Nie tak dawno ta sama dziewczynka zgasiła osobę nadmiernie entuzjazmującą się Niemcami. “Jak są tacy wspaniali, to czemu ich armia napadła i zniszczyła mój kraj?”.
A żyje nam się, jak to na obczyźnie, lekko na pewno nie jest, ale jak widać, dziecko jest zadowolone, czyli nie jest aż tak strasznie chyba.
Jeszcze dwa słowa o samej bohaterce – ma osiem lat, mówi biegle trzema językami, po polsku (tak dobrze, że jak byliśmy dwa lata temu w Polsce, nikt się nie połapał, że to dziecko bywa w kraju najwyżej raz na rok), po niemiecku (jak Niemka, nauczyła się w przedszkolu, na podwórku i z telewizji) i po hiszpańsku (mówi, że w tym języku rozmawia jej się najfajniej, po hiszpańsku pisze swój pamiętnik). I co ciekawe, żaden z tych języków nie jest dla niej obcy, w tym, znaczeniu, że każdego używa na codzień, nie przekłada z jednego na drugi. Z koleżankami rozmawia raz po hiszpańsku, raz po niemiecku, jak jest im wygodniej.
W nagrodę obiecałem jej, że pójdziemy do restauracji, gdzie podają najlepsze sushi w całym Asuncion, bo moje dziecko tak uwielbia sushi, że o nim śni. Parafrazując poetę, mogę napisać – wyhodowaliśmy nową odmianę dzieci, na jawie i we śnie marzą o sushi i ipodzie zupełnie jak inne dzieci.




